Katowice. "Wbrew Nadziei"
Autorką przedstawionych poniżej wierszy jest Pani Ewelina Zalewska, beneficjentka katowickiego ośrodka pomocy.
1
Gdyby miłość pytała czy chcemy
Podając nam pióra swoje
Upadlibyśmy zmęczeni
Na długie papierów tych zwoje
Które nam Bóg pozostawił
By ślepy los je zapisał
2
MOJA MATKA
Szarą ponurą codzienność
Rozjaśnia uśmiech matczyny
Wlewając trochę nadziei
Do serca smutnej dzieciny
Bo matka wszystko może
Bo matka to kwiat róży
Niebo w białym kolorze
Złota tęcza po burzy
jej czułe serce pocieszy doradzi
I twoich sekretów nikomu nie zdradzi
Więc szanuj matkę bo to złoto czyste
Dusza anioła i szkiełko przejrzyste
Kochaj ją zawsze o każdej porze
W zdrowiu w chorobie w domu na dworze
Bo ona życie odda za ciebie
A potem się wstawi za tobą w niebie
I właśnie taka matka moja była
Gdy jeszcze żyła... gdy jeszcze żyła...
3
MAMO PRZEBACZ MI
W twoim pokoju smutno i obco
A ja tu siedzę i piszę
Mamo list do ciebie piszę
Może mnie usłyszysz...
Wieczorem wyciągnęłam rękę
By poczuć to że jesteś przy mnie
I porozmawiać z tobą
Lecz zamiast tego znalazłam pustkę
W sercu był wyrzut że złą córką byłam
I tylko o siebie się w życiu troszczyłam
Żal że nie byłam lepsza...
Potem wspomnień nić znalazłam
I ją rozwinęłam
Lecz i tam zawód mnie spotkał...
Zobaczyłam siebie jak ci przykrość robię
A później w twarz się śmieję matce tobie
Zaraz potem obraz się zmienił...
I to wszystko zobaczyłam
Co ci w życiu złego zrobiłam
Patrząc na to przez łez mgłę
Modliłam się do Boga by to było snem...
Ostatnim obrazem jaki widziałam
Byłaś ty. Już w trumnie leżałaś
Dzisiaj ja gdy to możliwe
Płuc ostatnim tchnieniem
Błagam matko ciebie
Daj mi wybaczenie.
4
PO LATACH
Pokój zatopiony w półmroku...
szary, zimny, lecz jakiś dziwnie znajomy...
Przy niezbyt dużym oknie, przez które zagląda ciemnobłękitne niebo stoi kobieta...
Odwróciła się wolno i rzuciła ciepłe spojrzenie w kierunku starej lalki,
która była towarzyszka jej dzieciństwa.
Dzieciństwa dawno pochłoniętego przez wielką rzekę czasu...
Uśmiechnęła się w myślach do małej pucołowatej dziewczynki,
Która trzymała w objęciach jej ukochany skarb.
Potem podeszła do nieruchomej zabawki,
drżącymi dłońmi wzięła ją w ramiona
i osunęła się ciężko na fotel...
Z rysó jej twarzy można było wyczytać wiele...
Oczy miała duże i błyszczące,
A dłonie zniszczone długoletnią pracą.
Nagle... znikło wszystko, co otaczało tę kobietę,
Została tylko mała, niepełnosprawna dziewczynka z lalką...
Wyłaniająca się z przeszłości...
Kim jest to dziecko? Jakaś kłótnia...
- Tato dlaczego mi to robisz? Czy nie dosyć zła
Wyrządził alkohol?! %u2013 dziewczynka płacze...
Kobieta przywołuje wspomnienia i czuje mocny uścisk w gardle...
Zamyka oczy i szepcze bezdźwięcznie do głuchych ścian pokoju:
- Tato zepsułeś moje dzieciństwo...
Dziwnie znajomy pokój...
Staruszka siedzi na fotelu i zszywa lalkę...
Spiekłymi ustami całuje
Swój skarb i mówi:
- Wybaczam ci ojcze...
Zamyka oczy po to tylko...
by ich już nigdy nie otworzyć...
Nieruchoma postać a obok niej...
lalka z wyrwaną ręką...
Obie odeszły w niepamięć.
5
ZAKŁAMANY GŁUPIEC
Nie będę pisać nigdy o radości
Bo smutek me serce rozdziera
Umarł dziś Bóg mój
Niczym gołąb w locie
A z nim przepadła nadzieja
Ja pyłem jestem głupcem zakłamanym
Co patrzeć tylko potrafi na siebie
Nie będę śpiewać nigdy o radości
Bo to uczucie jest tylko dla ciebie
W duszy mej słyszę dwa wiatry z północy
Które daleko jak zwierzęta wieją
Lecz siedzę cichy niczym nie wzruszony
Żyjąc mym nie żywym Bogiem
I martwą nadzieją.
6
CZŁOWIEK
Ulicą idzie człowiek
Wolno krok za krokiem
Zatapiając się w myślach
Patrzy smutnym wzrokiem
Samotność jego sercem tanga we wszystkie strony
Tak jakby na padlinę rzuciły się wrony...
Duszę on też ma smutną po stracie bliskiej osoby
A zamiast świata wokół widzi same groby
Nagle przystanął i wszedł do kościoła
Ukląkł i słyszy, że Jezus go woła:
Złóż swoje smutki synu na moich ramionach
Potem idź umacniać wiarę i czegoś dokonaj
Ja gdy swą służbę spełnisz wezmę cię do siebie
Osiągniesz wieczne szczęście i zamieszkasz w niebie.
7
MÓJ KRZYŻ MYM ZBAWIENIEM
Szedłem przez życie jak ślepiec
Zgubiony w ciemności ciszy
Którego serce nie potrafi kochać
A ucho niczego nie słyszy
Szukałam szczęścia gdzieś w górach
Błądząc trudnymi szlakami
Lecz zamiast tego
Znalazłam krzyż mój
Stojący między kolcami
Nie wiem co zrobić - Wziąć go na ramiona?
Czy może oddać nadchodzącej wiośnie?
Chwila wahania - on jest mym zbawieniem
Więc nieść go będę aż do mnie przyrośnie.
8
MOJA SZTUKA. MOJE ŻYCIE
Kto ją zabił? Co jest grane?
Czy powróci kiedyś tu?
Wciąż ten teatr jak idiota
Z mego koszmarnego snu
I ta sama sztuka znowu
Scenarzystę trafił szlag
Gdzieś w oddali słychać słowa
Że to jest przegrana gra
Znów przegrana moja gra!
Coś mi mówi że to koniec
Ja nie wstanę nigdy już
Lecz ma dusza ciągle płonie
I ociera z serca kurz.
Potem swe zabliźniam rany
Wracam w tamtej sztuki wir
I znów kręcę wciąż od nowa
Swego życia marny film.
9
KIEDYŚ NADEJDZIE CZAS GDY ZRZUCĘ SWÓJ KAMIEŃ
Może to wszystko naprawdę złudzenie
Może ja żyję przeszłością?
Spotykam wciąż tych samych ludzi
I serca płonące fałszywą miłością
Jak ptak dziś musnę swym skrzydłem słońce
I wrócę z powrotem z podróży
Szepcząc cichutko malutkiej biedronce
Że pogubiłam płatki swej róży
Poproszę trawę zieloną by swymi
Obieła mnie ramionami
By dała mi uczucia cząstkę
I nauczyła mówić z kwiatkami
A kiedy ich moc w swym smutku odnajdę
I w sobie poczuję ich siłę
Zrzucę swój kamień z uśmiechem na kłamstwa
I na swą własną mogiłę.
10
DOBRANOC
Dobranoc kwiatom... Niech pachnieć przestaną
Dobranoc słońcu ... Niech zgaśnie
Dobranoc temu kto gdzieś w ciszy płacze
Dobranoc łzie... Niech wreszcie zaśnie
Moim uczuciom sławetnym dobranoc
Niech smutne serce usłyszą
I bliskim w grobach leżącym dobranoc
Niech śpią spokojnie otuleni ciszą
A ja w te jasną i gwieździstą noc
Żegnam się z życiem
Dobranoc.
11
NA GRÓB POETY
Potem na kamieniu mojego grobu
ktoś wyryje jak nożem
w kawałku drewna spróchniałego od starości
słowa "Kocham Cię"
i one nigdy nie wyschną nigdy nie przeminą
Tak jak obiecał...
A może ktoś na moim grobie kiedyś położy róże...
a krzyż tego grobu będzie z Chrystusem.
Od kiedy tak boli mnie to co już tylu ludzi
żywcem pogrzebało bez życia
Marny poeto brukowy!
To nie jest lekarstwo na życie
Pióro złamane zdeptują demony strachu
i jakby od chcenia piszą,
wciąż niby anioł kreślą złote
bruzdy i ranią małe pudełka,
co niby kłódką są szczelnie zamknione
i przez matkę, której nie ma są pilnie strzeżone.
"Bez serc, bez ducha" pochowaj nam Panie łzy żalu, łzy goryczy
i te tępe noże, które nas kusić pragną swym fałszywym blaskiem
Niech moje pudełko duszy moja trumna cicha
zostanie porzucona na pustyni świata i...
Niech nikt nie patrzy na śmierć tego wieszcza,
niech jego zwłoki same się ziemi oddadzą.
A na tym cmentarzysku niech zostaną róże
i wielki kamień z wielkim słowem "Kocham"
które wszystko przezwyciężyć może.
12
DOTKNIĘCIE ZIEMI
Najmilsi moi... wy którym smak dzieciństwa odebrało ciało
Zakazem były nózki krzywe i niesprawne dłonie
I ta cicha świadomość że wciąż umiesz mało
A mimo wszystko znów kwitną jabłonie
W górach szemrzą potoki trawa cicho rośnie
A wy? Przez swoje kalectwo!!
Nie ukłonicie się wiośnie
Adaś płacze bo chciałby dotknąć hryzantemy
Jolę która nie mówi dławi okrzyk niemy
Bo widzi ptaka sławiącego wielki dotyk Ziemi...
Więc wy któych radości smutek nie przysłania
Nabierzcie w dłonie chęci wysławiania...
Uczcie się prosić abyście mogli zasmakować w sobie
Dotknięcia Ziemi
Nim będziecie w grobie
13
ANIOŁ BEZ RODZICÓW
A na ich białej mogile wciąż kwitną życia żółte kwiaty
na granitowym nagrobku przysiadł anioł bez skrzydeł
otulony ciepłem matki i ramieniem taty
obok grobu serce gdzieś cicho zasnęło
ostatni raz pomyślało o nich i gdzieś zaginęło
Bezskrzydły anioł nie przyszedł z pomocą
nie wyrwał się w niebo swą anielską mocą
bo serca zabrakło modlitwy i wiary
więc siedzi na nagrobku cichy, smutny szary
przypomina o tym że tu jest cierpienie
na ziemi na której człowiek walczyć musi o następne tchnienie
myślę że kiedyś mu skrzydła odrosną
wzleci wysoko na samo wspomnienie że miał kiedyś rodziców
i w swym dziękczynieniu okryje świat wiosną
14
JAN PAWEŁ WIELKI
Wyobraźmy sobie że jest godzina 21.37
Do bram niebieskich cię zawiedli aniołowie
Gdyś oczy swe zamknął pogodnie
Z ufnością dziecka zawierzyłeś
Matce Maryi dar z siebie złożyłeś
Ona cię tu na ziemi tarczą swą chroniła
I w trudnych życia chwilach pokory uczyła
Widziała w tobie pasterza co włada owcami
Gasząc ognie konfliktów między kościołami
Posadziła więc ciebie na piotrowym tronie
I łaski swoje wlała prosto w twoje dłonie
Usłyszałeś wołanie powiedziałeś Amen
I odtąd już łowiłeś serca słowem Pana
Uczyłeś nas miłować i przebaczać bratu
Pokazałeś jak można pokuj dawać światu
A kiedy swoją ziemską pielgrzymkę skończyłeś
To w darze nam umierania lekcję zostawiłeś.


